Showing posts with label cotton. Show all posts
Showing posts with label cotton. Show all posts

Monday, 6 June 2016

Birdy set

I kolejna rzecz z letniej listy ubraniowej odhaczona :)

To kolejny wzór bawełny z House of Cotton, która od razu przykuła mój wzrok i z racji posiadania sporego kuponu fioletowej bawełny, wylądowała w koszyku zakupowym niemal od razu materializując się w postaci ptaszkowego kompletu.

Zdecydowałam się na tunikę:
model 146  Burda 5 2012

W pierwotnej wizji tunika miała mieć jednobarwny karczek - z tej samej fioletowej bawełny co spodenki. Ptaszki jednak obroniły się i żadnych wstawek nie ma.Tunika jest jednolita.
Nie wszywałam również wypustki, jak w oryginale. Uznałam, że przy tej koronce ( za którą przetrząsnęłam pół Szczecina) będzie już zbyt ryzykownie. Koronka nie jest taka jak sobie wymyśliłam.Niestety, stare, dobre batystowe koronki jakimi obszywano poszewki na jaśki są nie do zdobycia. Ta, którą wszyłam, jest mocno na krawędzi ...nie jest tak delikatna jak chciałam. Może, zanim córka wyrośnie, uda mi się zdobyć taką batystową koronkę i podmienię. Tak się pocieszam :)









Uzupełnieniem zestawu są spodenki 144 z tego samego numeru Burdy 


...ja standardowo nie robiłam kieszeni...nie lubię tych wpuszczanych w szew...




Friday, 27 May 2016

Butterfly dress

Lato za pasem, upały zaczynają atakować, wszystko kwitnie, pachnie, rośnie...Dzieci rosną też więc czas na nową letnią garderobę. Impulsem była migawka z House of Cotton z nowościami, w których wypatrzyłam między innymi dzisiejsze motylki. Piękne te wzory tam mają, tydzień chyba zastanawiałam się co wybrać aż wreszcie skrupulatnie zaplanowałam CO będę szyła i jeszcze skrupulatniej wyliczyłam ile czego potrzebuję. To moje pierwsze zakupy u nich i z radością odkryłam, że sprzedają ...co 10 centymetrów.Wow, rewelacja. Przy szyciu małych ubrań to jest nieoceniona możliwość. Na bank będę jeszcze robić tam zakupy.

Dekatyzacja przebiegła bez zakłóceń mimo, że odcięte kawałki miały około 2 centymetrowy zapas na kurczenie (!) . Duży plus. Kolor też się nie zmienił ani nie puścił farby. Szczególnie bałam się o czarną bawełnę w białe grochy - widziałam już zdjęcia zrozpaczonych szyjących gdy po dekatyzacji czarna bawełna wyglądała jak poprzeszywana szarymi piorunami. Tanie lub niesprawdzone źródło i można się wściec. Poniekąd te właśnie zdjęcia zdecydowały o zakupach w House of Cotton - nie są na rynku od wczoraj więc raczej są bezpieczni :)

Na pierwszy ogień poszły motylki i fuksjowa bawełna w groszki. Wstępnie miała być sukienka na szerokich ramiączkach ale szybka inwentaryzacja w szafie i chwilowe obniżenie temperatury na dworze zmodyfikowały plany.
 
Zdecydowałam się na krótki rękawek - czyli model poniższy 

 model 152 Burda 9 / 2012
w rozmiarze 104

... i niestety znów musiałam modyfikować plan bo nie zwróciłam uwagi na szerokość tkaniny ( jakoś byłam przekonana, że wszystko co brałam jest szerokie na 160 cm) i spódnica nie chciała się zmieścić przy 140 cm szerokości. Nic to - poćwiczyłam ręczne modelowanie :) oraz matematykę - przeliczając to co mam na szerokość gorsu i ilość kontrafałd w równych odstępach. Wyszło ok :)


Jestem zadowolona - wykorzystałam całą szerokość tkaniny przy dzikich odstępach kontrafałd co 4,3 (!) cm i ta ostatnia, ta najważniejsza gdzie zamek łączy obie połówki - wyszła idealnie taka sama jak cała reszta! 



Obsadzenie z innego materiału?
Owszem, bo pierwotnie gorset był skrojony z materiału w groszki ( stare zapasy, które leżały i czekały na wenę) i spotkało mnie to co nieszczęsne właścicielki taniej, czarnej bawełny. W czasie szycia odkryłam poplamienie na samym środku przodu - próba wyczyszczenia i wyprasowania obnażyła tragiczną jakość materiału. Ku mojemu osłupieniu - odbarwił się! Ordynarnie w miejscu czyszczenia przestał być zielony. Najpierw - rozpacz! Czas nagli, dziecko czeka, impreza w przedszkolu tuż tuż.Potem ochłonięcie - mam jeszcze coś co się nada na skrojenie góry. I w sumie radość, że stało się to w trakcie zszywania a nie już na gotowej sukience. Bo córcia, jak rasowy przedszkolak, potrafi wysmarować się lodami, czekoladą albo sokiem...gdybym wtedy próbowała to sprać i zobaczyła odbarwienie...Nie chcę myśleć. Zostawiłam jednak z tych groszków obsadzenia i ...



... rękawki.
W przepisie Burdy rękawki podszyte są podszewką ( świetny sposób na czyste wykończenie takiego małego detalu) - ja zaryzykowałam i podszyłam swoje groszkami. Dobra decyzja - bo moim zdaniem ten element  dopiero teraz nabrał charakteru i zgrał się z całą sukienką.

Za to z braku czasu zaufałam Burdzie i podkroje pach wykończyłam jak pisali - pliską ze skosu. Wygląda brzydko - znam lepsze rozwiązanie i przy okazji wymienię ten element. Wolę gładkie, niewidoczne odszycia.Pliska jest za gruba. Jestem w trakcie krojenia tuniki dla córki z takim samym sposobem odszycia i już go pominęłam.

Generalnie, mimo modyfikacji, przygód model jest wdzięczny do szycia. I wcale nie potrzeba dzianiny jak w oryginale. Jest na tyle obszerna, że materiał spokojnie może być nierozciągliwy. Nic nie ciągnie i nie uwiera.

Sukienka w całości :  






i na zadowolonej właścicielce :)




Sunday, 19 July 2015

Sewing machine cover with poppy flowers

Żyję i szyję :)))
Dużo, dużo szyję ale nie publikuję. Mam nadzieję, że tym postem uda mi się przywrócić małą rutynę regularnego pisania.

Sama nie wiedziałam którym postem wrócić na bloga bo pojawiło się tyle rzeczy, że gdybym chciała chronologicznie nadrobić zaległości to by mnie grudzień przywitał. Zaczynam zatem letnio, bardzo letnio, kwiatami maku. Są piękne, takie delikatne i tak krótko można je podziwiać i co gorsza, w ogóle nie nadają się do wazonu. Inspiracją do makowego projektu były...niespodziewanie znalezione cudownie krwiste maki znalezione w środku betonowego miasta. Stałam jak urzeczona i gapiłam się na nie jak na ósmy cud świata. Niecodzienna to rzecz znaleźć tyle maków nie ruszając się niemal z domu, za to tachając codzienne zakupy i uważając by zagadane dzieciaki nie weszły na jezdnię.

Spróbowałam zatem, choć w części, utrwalić ich piękno na moim pokrowcu na maszynę. Maszyna stoi w kółko na stole w kuchni, biedna taka narażona na kurz, pryskanie, dotykanie małymi rączkami. dawno już planowałam zrobić ten pokrowiec ale jakoś mi natchnienia brakowało. No ale w końcu jest. I cieszy oko :)

Do szycia zużyłam 100% bawełniany kremowy obrus z Ikei ( SH of course :), poliestrową ociepline do usztywnienia oraz białą, sztywną podszewkę płaszczową. Kwiaty maku  to czerwony len z zapasów własnych.
Pokrowiec ten stał się również polem eksperymentalnym do przetestowania stopki to pikowania z wolnej ręki. Hmmm..osoby znające się na temacie proszone są uprzejmie o przemilczenie tego co mi wyszło. Ja tymczasem deklaruję, że nie będę specjalnie rozwijać się w tym kierunku. Jakoś nie zachwycił mnie ten dział szycia.Wolę pracować nad ubraniami.

Ok, oto i rzeczony pokrowiec :













Lniane kwiaty nie zostały niczym podklejone i zabezpieczone.Miały pozostać w niezmienionej formie.  A że pewnie pokrowiec kiedyś trzeba będzie wyprać - maki montowane są na zatrzaski, tak by się nie zniszczyły.



Saturday, 12 July 2014

The charm of simplicity

Niedawno udało mi się wyszperać w "Bławatku", między końcówkami tkanin, kawałek ciekawej granatowej bawełny w kropki. Od razu wiedziałam co z niego będzie ;))

Nigdy wcześniej podkładek nie robiłam ale te wykończone szydełkowo zawsze mój wzrok ściągały. Podwędziłam kiedyś mamie takie z surowego lnu, z delikatną koronką w naturalnym kolorze ;))) Wtedy nawet mi się nie śniło, że sama będę machać szydełkiem.
Recently, I was lucky to find a nice coupon of navy blue cotton among the oddments. I 've already had my vision :))

I've never been doing such things before but the coasters with crochet border were always at my highest attention. I've even snuck linen ones that were in my mom's possession :))) But that was at the moment I would never quess I will be crocheting by myself

A teraz, proszę bardzo, premiera własnoręcznie zrobionych podkładek.
And now, here's the premiere of four handmade coasters 











 






Friday, 8 November 2013

New Arrivals

Lots of  "to do" ahead of me. Still have some projects open and new ones need to be done by the end of this month.
Watching the craft blogs I got the idea for a surprice for my son.

I need neon green yarn and having nice experience with colorful Himalaya Everyday Anty-Pilling I've decided to use it this time as well. Especially, when the green is the perfect tonation I need. And when my son says :"Mom, this neck warmer is my favourite garment"  :))))



 Then some cotton yarn from Yarn Art Jeans - these are for Christmas project.

 


And another Himalaya product - Padisah. They have new mix of colors. Breathtaking ;)