Wednesday, 15 October 2014

Keep going

Wolno, ale sukcesywnie posuwam się na przód.
Nawet wczorajszy mecz oglądałam i nic nie musiałam pruć.
W międzyczasie postanowiłam uprzyjemnić sobie pracę...






 Niestety nie posiadam narzędzi dedykowanych do biżuterii a na pożyczonemu sprzętowi z mężowych zasobów w zęby się nie zagląda, ale o zadowalający efekt trudno.



Monday, 13 October 2014

Learning time

Zawsze podobały mi się raglany. Do tej pory jednak nie dziergałam nic z raglanem bo ...go nie umiałam.Swetry, bluzki i tym podobne udziergi robiłam klasyczną metodą z modelowaniem podkroju pachy i doszywaniem osobno wydzierganego rękawa. Nie miałam większych problemów z dopasowywaniem poszczególnych elementów ale chciałam zmienić ten system. A żeby jeszcze podkarmić moją ambicję - wymyśliłam, że następny sweter jaki będę robić - będzie całkowicie bez szwów. Nie będę nic zszywać - za to zanurzę się w całkowitej i nieprzerwanej przyjemności dziergania "na okrągło" :))))

Podeszłam do tematu metodycznie i znalazłam matematycznie opisany sposób dziergania swetra z raglanem. Autorka jest cudownie ścisłym umysłem i opisała metodę w idealny dla mnie sposób. Dzięki niej będę mogła stworzyć taki ragalan jaki tylko sama wymyślę i w rozmiarze jaki potrzebuję.Bajka.

Ale najpierw trzeba się go nauczyć.
Trzeba ogarnąć zakładanie markerów w odpowiednich miejscach i przewidzieć jakie tego będą konsekwencję.
Trzeba mieć względną ciszę w domu i nie oglądać meczu Polska-Niemcy bo potem trzeba pruć...
Trzeba zatkać uszy jak mąż co chwile zaczepia :"widziałaś tą akcję, widziałaś???"
Trzeba w spokoju przerobić zaplanowane rzędy skrócone na dekolt i nie reagować na podśmiechiwane zaczepki, że "mamrotam jak pod Ścianą Płaczu".
Trzeba słuchać mądrych ludzi i naukę ćwiczyć na podstawowym ściegu jakim jest dżersej a nie ścieg ryżowy (na którym jest większe prawdopodobieństwo walnięcia się niż zrobienia od początku do końca bez błędu).

Ale jak się wymyśliło górę wymarzonego sweterka w ryżu to trudno z tego zrezygnować. Samo dodawanie oczek na raglanie nie jest dostatecznym argumentem, żeby porzucić wybrany ścieg. Ale już oczko zawijane w rzędzie skróconym ( który również robi się po raz pierwszy) jak najbardziej. To był ten moment, kiedy zdałam sobie sprawę z ilości kłód pod nogi jakie sobie wrzuciłam. W ryżowej plątaninie na 5 drutach i skracaniu rzędów, przerabianych nie na okrągło a klasycznie, ryzyko nierozpoznania, które oczko będzie zawinięte okazało się za wysokie.Z bólem serca, ale sprułam. I całe 2 strony szczegółowych obliczeń dedykowanych sweterkowi robionemu ryżem poszło na marne.
Zrobiłam nowe - już na dżersej.
Ale był mecz i od zerkania na ekran - dostałam wzrokoskrętu i źle zinterpretowałam markery oznaczające przód/rekawy/tył. W efekcie po meczu z rozpaczą stwierdziłam, że dekolt zrobiłam, owszem, ale nie w części gdzie jest przód - a tam gdzie jest ramię.No i co...pruję. I kładę się zmęczona spać bo już mam serdecznie dość.
W niedzielę rano wstępują we mnie nowe siły i czas spędzony na placu zabaw i podczas robienia obiadu poświęcam na przemyślenia, gdzie te markery umieścić, żeby nie wypadały mi na początku roboty bo mi to krzyżuje plany skracania tych przeklętych rzedów i istnieje ( w moim niedoświadczonym umyśle) realna obawa, że jak je źle zamontuję - to na tych przednich raglanach nie dodadzą mi się oczka symetrycznie.
Po obiedzie zapada karkołomna decyzja - początek roboty będzie na plecach.Dekolt będzie więc przerabiany wg prawideł - a co będzie z resztą - wyjdzie w praniu. Zrobię więc przy okazji test wskazówek na raglan.

Jest poniedziałek wieczór, dekolt wyszedł jak miał wyjść, oczka na plecach też się zgadzają.Drżąc, przeliczałam oczka na częściach robótki, czy po skróceniu rzędów - będzie symetrycznie. JEST! Zgadza się.Mogę iść dalej.



Powodzenia akcji upatruję między innymi w słoniku z podniesioną trąbą jaki dostałam od Szyleczka. Markery od niej dostałam jako motywację i wsparcie przy dzierganiu ażurów - tymczasem zaprzęgłam je do raglanów :)))


 A tu właśnie widać wymodelowany dekolt...na ramieniu :)))


Ale nie poddaję się. Zrobię ten sweter. I to przed Bożym Narodzeniem ;)))

Monday, 6 October 2014

Light ashy dress

I ostatnia w tej serii sukienka.
Szarą dresówkę kupowałam razem z koralową na tę sukienkę. Ale materiał, mimo, że kupowałam go z konkretnym przeznaczeniem, musiał odleżeć swoje aż odważyłam się. A czego się bałam? Wykroju z Papavero. Pierwszy raz miałam kroić materiał z czegoś innego niż Burda, Anna i tym podobne. Z Burdy szyję w ciemno, rozmiar pasuje, wykroje wtopą nie są a tu wielka niewiadoma.Pokusa była jednak silna bo na blogu Susanny zobaczyłam fajną sukienkę, poczytałam jak jej się szyło, przejrzałam jej tutorial, oceniłam ryzyko i ...pojechałam ;)

Powiem szczerze - na Papavero nie zwróciłabym uwagi na ten wykrój. Nie zobaczyłam tego potencjału. Dobrze, że trafiłam do Susanny, która rozebrała wykrój na drobne części i pokazała cały jej urok. I Susanna i ja podszywałyśmy plisę dekoltu ręcznie - mój materiał też nie chciał zwinąć się w rulonik, tak jak mówi przepis. I chyba lepiej to wygląda. Aczkolwiek, dla lubiących ładne wykończenia - zalecam nabyć pasujący ściągacz dzianinowy. Dodatkowe kilka złotych ale jestem przekonana, że sukienka będzie jeszcze lepiej wyglądać. Na mojej dresówce bardzo się napracowalam, żeby jako tako ten niby kryjący ścieg ręczny był niewidoczny. Szkoda czasu. No i rękawy. Ja nie mam nawet 165 cm a w czasie noszenia sukienki i prac domowych rękawy za bardzo podciągają mi się do góry, tzn. powyżej łokcia. Trochę irytujące - więc żeby to było komfortowe 3/4 - dodałabym te 4 cm na długości.
Poza tym wykrój jest świetny. Zabawna jest ta układanka poszczególnych kartek i sklejanie wykroju ;)
 Ale przyszykowany profesjonalnie. Faktycznie nie trzeba dodawać na szwy jeśli szyje się tylko na owerloku. Ja szyłam z wykroju w rozmiarze AT-5 i to takie 36 na ścisk.Większy obiad i szwy trzeszczą :)))
Ale są i punkty styczne i nitka prosta tkaniny - szyjąc -trzeba się postarać, żeby sukienka nie wyszła :))  Ja jestem pod wielkim wrażeniem cięć na przodzie. Pięknie modelują sylwetkę. Jednym słowem - polecam.









 I niespodzianka, o której wspominałam jakiś czas temu - sukienka na żywym człowieku :)

Dokładnie rok temu zapadła decyzja, że zakładam bloga i 8 października opublikowałam pierwszy post. W newsletterze Uli Phelep przeczytałam, że po pierwszym roku jedynie 1/3 założonych blogów jest dalej prowadzona i z tej ilości dopiero wyłania się garstka tych godnych uwagi. Skoro więc dorobiłam się grona stałych czytelników - postanowiłam sprawić Wam niespodziankę - i pokazać, kto jest po tej drugiej stronie monitora ;))







Thursday, 2 October 2014

A multifruit ice cream mix

Dzisiaj obiecane "wybełtane lody owocowe" :)
Here's the multifruit ice cream mix dress I've mentioned before :)

Tak bowiem ochrzczona została moja dzianinowa sukienka, a dokładnie wzór na tkaninie. Tej tkaninie, która od razu wpadła mi w oko, a która to wywołała grymas przerażenia na obliczu męża, gdy w skończonej sukience przyszłam do pokoju w celu prezentacji nowego uszytku. Miał ocenić techniczne wykonanie a dostał klasycznego porażenia oczu. No cóż. Nie każda sukienka będzie śmietankową mini...
This is the term my dress got from my husband as he has seen it. I've fallen in love with the print but my husband got the eye shock as I have stepped into the room to present my new finished project. He just couldn't judge the technical side as the impression of colours was so strong.Well, it's just not every dress is creamy mini dress...

Wykrój ten sam co w śmietankowej czyli połączenie modeli 125 i 126 z Burdy 4/2002. Spłycałam dekolt z przodu bo już na papierze widziałam, że ładna łódka z tego nie będzie. Za to tył zgodny z wykrojem.
Dzianina jest cudowna - to ten typ drukowanej dzianiny, który nie drapie, nie wywołuje swędzenia, pocenia, nie chłodzi.Rewelacyjnie się nosi, nie mechaci się.Sukienka założona na rajstopy - nie wędruje w górę.Ekstra. Miło otula ciało, choć jest cieńsza niż śmietankowa.
Same pattern  as for the creamy mini dress - mix of models 125 and 126 from Burda 4/2002. Just made the front neckline not that deep. But the back stayed as it was designed.
This knitwear is gorgeous - this king of printed fabric that doesn't scratch you, it's not itchy, doesn't make you sweat more and it's not cold one. It's nice while wearing, doesn't pill. When you have got your tights on - the dress still stays on it's place. Awesome.

Wymierzyłam "ta książkowo", że potrzebna mi będzie długość rękawa i długość sukienki - czyli 140 cm. I tyle wynosił ostatni kawałek na belce - więc cena była odpowiednio atrakcyjna :)
Po wykrojeniu okazało się, że przy oszczędnym układaniu formy w rozmiarze 36, spokojnie zmieściłam się w 110 cm więc z reszty będzie jeszcze spódniczka dla córki.
After the measurement as the bible says I've bought 140 cm.But it is pretty enough to have ony 110 m for the 36 size. I'll use the rest for a little skirt for my daughter :)

A oto i rzeczone lody :
( ja widzę akwarelową impresję...)



















W tej serii sukienkowej została jeszcze jedna - nadal dzianina ale wykrój internetowy. Zapraszam.

Tuesday, 30 September 2014

Creamy mini dress

Skoro zasiadłam do maszyny - to produkcja ubrań ruszyła na nowo.
Jestem w nastroju sukienkowym i tak będzie przez kilka najbliższych postow.
Well, so here I'm sewing again. 
I'm definitely in the dress mood and it's going so to be for the next few posts

Nie pamiętam kiedy nosiłam sukienki inne niż letnie. Znużona samymi spódnicami, jeansami, legginsami zapragnęłam odmiany w swoim wyglądzie.Zainspirowała mnie również ulica. Kobiety czy dziewczyny w sukience ze świecą szukać.Przynajmniej na tych obszarach w jakich ja się poruszam. Czasem przemknie dziewczyna +/- 18, w pracy panie 50+ więc stylistyka obu grup do mnie ma się nijak. Chińskie koszmary na bazarze czy w chińskim markecie pominę milczeniem.
Sukienki oversize do mnie nie przemawiają.Czuję się przebrana.No to co? Szyję :)
I do not remember  the moment I was wearing dresses other than summer ones. Being bored with skirts, jeans, leggins I wanted some change. The street view was an inspiration as well. It's pretty hard to find a girl or a woman wearing a dress ( at least at the place which is my area). Seeing some youths  or ladies 50+ is rare and it doesn't meet my needs. Some china  garment nightmares ...well, I'll just be quiet.
Oversized dresses are not of my interest - just feel like I was dressed up.

Ta, którą dzisiaj prezentuję - szyłam ostatnio wprawdzie jako drugą ale skoro słowo się rzekło - oto i ona.
O tym, że lubię wpadać do Bławatka i szperać w końcówkach tkanin pisałam już kiedyś. Prawdziwe skarby za grosze tam wiszą i trzeba mieć silną wolę, żeby tam za często nie zaglądać. Ale jak wypatrzyłam 80 cm kawałek śmietankowej, przepięknej, mięsistej dzianiny - nie oparłam się.Ja już tą sukienkę widziałam.
Szyło się wyśmienicie.Materiał świetny gatunkowo, rewelacyjnie układał się w trakcie podwijania i tak samo zachowuje się podczas noszenia.
Wykrój jaki zrobiłam to połączenie modeli 125 i 126 ( bluzki i sukienki ). Spłycałam  dekolty - przedni i tylny) już na etapie wykroju.Nie wpłynęło to na funkcjonalność modelu.
I was already mentiong that I love to pop into the Blawatek fabric store. Lots of real diamonds for practically nothing. You do really have to have strong will to not visit the place too often. 
But when I've noticed this 80 cm coupon of creamy knitwear - I've simply couldn't resist.
This knitwear was awesome to sew. Extra quality as well as nice falling onto designed place.
The pattern for my dress is a mix of blouse and maxi dress pattern. I've just shallowed the neckline - front as well as the back. It didn't  spoil the pattern.

Burda 4/2002 model 125 i 126


Szkoda, że na manekinie wiszą rękawy - to wiele ujmuje urodzie sukienki.


Tył jest zdecydowanie atrakcyjniejszy :)


To zdjęcie najbardziej oddaje strukturę materiału



  
Za to kontrast z chustą i lepsze światło dało szansę na złapanie real look'u




To były lody śmietankowe. Zapraszam na następny post - będzie o "wybełtanych lodach owocowych" ;)))))

Thursday, 25 September 2014

Drizzle Shawl

A to właśnie moja Drizzle wydziergana specjalnie dla mnie przez Szyleczko w ramach wymiany, o której pisałam tutaj

Jest nieziemska.
Lekka.
Kunsztowna.
Wykwintna.
Wysmakowana.
Po prostu piękna. 

...i jest moja :))))))

Tu nie ma co pisać - taką chustę trzeba po prostu podziwiać 

Żałuje jedynie, że nie posiadam lepszego aparatu i odpowiedniej ilości miejsca w domu, żeby zdjęcia były bardziej atrakcyjne.








A jeśli czujecie niedosyt, albo apetyt na takie dzieła pojawił się - polecam rozgościć sie na blogu Szyleczka. Karolina ma tam więcej takich skarbów.

Tymczasem zapraszam na kolejny post - będzie o śmietankowej sukience, która dzielnie pracowała jako tło dla Drizzle.



Tuesday, 23 September 2014

Knitting needles cover

Dzisiaj przesyłka w końcu dotarła.Zagryzałam palce z niecierpliwości bo tracking Poczty Polskiej jest do bani i od piątku pokazywał w kółko tylko tyle, że przesyłkę nadano.
Właścicielka produkt zaakceptowała ;) więc mogę już publikować.

Otóż sprawa z rzeczą, którą uszyłam, jest bardzo sympatyczną historią, jaka miała miejsce dzięki internetowi, blogowaniu, pasji, odrobinie odwagi i przyklaśnięciu pomysłowi.
Jakiś czas temu uszyłam pokrowiec na druty i szydełka dla AldisVigi i jeden z komentarzy pod postem poświęconym temu pokrowcowi należał do baaardzo utalentowanej dziewiarki - Szyleczko. Otóż, zaglądam regularnie na jej bloga, bo dzierga przepiękne rzeczy w niezwykle staranny sposób. Szyleczko wyraziła swoje uznanie dla pokrowca i ...okazało się, że nie posiada własnego. (??!)
Odważyłam się i zaproponowałam, że z przyjemnością uszyję takie etui dla Niej. Ba, zaszczyt to dla mnie będzie, że ktoś kto dzierga takie cuda, będzie przechowywał swoje sprzęty w moim uszytku. I wiecie co? Nie odmówiła.I nawet zaproponowała wymianę rękodzielniczą czym wprawiła mnie zdumienie, bo w ogóle się tego nie spodziewałam.

To co otrzymałam ja - opiszę i okraszę zdjęciami w osobnym poście - bo przepiękna chusta jaką dostałam zasługuje na swoje własne miejsce na blogu.

Zaskoczenie moje było tym większe, że Szyleczko precyzyjnie określiła co by takie etui musiało mieć i ...zostawiła mi absolutnie wolną rękę w wykonaniu. Szalona, prawda? ;)

Ponieważ to w moich oczach ogromny akt ufności - postanowiłam stworzyć coś, co jej nie zawiedzie. Umówiłyśmy się na konkretny termin i ...do roboty.


Materiał wierzchni to mieszanka bawełny i lnu FreeSpirit wypatrzona już jakoś czas temu na B-craft.pl Baardzo mi się ten wzór podobał ale nie miałam wcześniej koncepcji co by z niego zrobić. Etui dla Szyleczka było wymarzoną okazją. Ok, no to wierzch już mam, teraz trzeba dograć resztę.


Okrzyk radości w pasmenterii wywołał u mnie ten guzik - bo okazało się, że istnieje taki, który idealnie będzie pasował do wzoru


 Czarna lamówka była oczywistością, więc pozostało wnętrze. Tu była prawdziwa koncepcyjna praca. Skomponować tak, żeby było ciekawie, schludnie ale nie jarmarcznie. Stanęło więc na klasycznym połączeniu waniliowej mieszanki lnu i syntetyku z czernią lamówki, bawełnianej koronki i zamka. Dla ożywienia - fragmenty materiału wierzchniego.




Szyleczko dzierga przepiękne ażury i podczas pracy wspomaga się markerami dziewiarskimi, też własnego autorstwa. Ma ich mnóstwo i chciała je przechowywać w kieszonce. Wszystkie razem. Za punkt honoru wzięłam więc sobie opracować jakiś specjalny patent, żeby markery nie kotłowały się razem, były ładnie wyeksponowane i łatwo dostępne. Z pomocą przyszły karabińczyki. Właścicielka zachwycona :)
To było to miejsce w którym trochę musiałam się pomęczyć, bo szlufki zawzięcie odpychały stopkę w trakcie przyszywania poprzecznej tasiemki i nie wychodziło prosto.


 No i kieszonka.
 Szyleczko poprosiła o jedną zamykaną kieszonkę, żeby chowane w niej rzeczy nie wypadały. Chciała rzep - ale pomyślałam sobie, że skoro to ma być wyjątkowe etui - to rzep będzie czystym barbarzyństwem. Wstawiłam wiec zamek. Tak by komponował się z całym wnętrzem.



  I tak oto wygląda etui na druciarskie i szydełkowe sprzęty Szyleczka


A ja oprócz przyjemności z szycia miałam okazję bliżej ( choć nadal tylko wirtualnie) poznać bardzo fajną dziewczynę ;)
Strasznie się z tego cieszę.

Zapraszam zatem na kolejny post - będzie o pięknym prezencie jaki ja otrzymałam w tej wymianie.